Im bardziej obserwuję świat tradycyjnych metod terapeutycznych, tym bardziej z historii osób z którymi pracuję wyłania się obraz dzisiejszego świata wewnętrznego człowieka:
Większość z nas szuka szczęścia ( wolności ) aby wypełnić wewnętrzną pustkę..
Stosujemy filozofię „jutra” – gdy jutro będę miała/miał to i tamto będę szczęśliwa/szczęśliwy.
Nie zauważamy jednak, że chwila po chwili, tracimy to co dzieje się w naszym życiu tu i teraz.
A są to jedyne momenty w których możemy być szczęśliwi.
Gdy już docieramy ( bądź nie ) do wymarzonej przyszłości – okazuje się, że nic z zewnętrznego świata formy – nie jest w stanie wypełnić pustki – luki naszego wewnętrznego świata ducha.
Te przypadki znamy często – osób, które otrzymały od świata wszystko – sławę, pieniądze, uznanie – wszystko co mogłoby się wydawać jest nam potrzebne do szczęścia, jednak SZCZĘŚLIWI NIE BYLI – narkotyki, alkohol – to wszystko jest tylko narzędziem zagłuszania wewnętrznego cierpienia.
Szczęście jest jedno – albo jestem szczęśliwy – wolny – albo nie.
Wszyscy, którzy nie dostrzegli tego faktu – mianowicie – źródła szczęścia pochodzącego z wewnątrz – spędzili całe życie – na poszukiwaniu CHWIL RADOŚCI – pomiędzy ciągłym stanem bólu i cierpienia.
Za rogiem kolejnego drinka, kolejnego orgazmu, kolejnego samochodu, kryje się chwilowe zaspokojenie ciągłych żądań umysłu – pragnień EGO.
Na tę jedną chwilę umysł się zatrzymuje – a Ty czujesz to czego szukasz – szczęście. Uczucie wolności.
Tylko duchowość (jakbyśmy ją szeroko nie pojmowali) – duchowość całego świata – sugeruje nam – abyśmy doceniali bardziej – to co dzieje się tu i teraz.
Tak zwany stan BEZ UMYSŁU.
Podświadomie wręcz – dążymy do tego stanu – do tych chwil BEZ UMYSŁU – do tych chwil spokoju i radości.
W tych momentach nasz umysł jest tylko narzędziem.
Kto jest zatem Panem umysłu ? Kto przejął nad nim kontrolę ? My ?
To jest właśnie największa luka dzisiejszych terapii – to co Carl Jung podkreślał na większości swoich wykładów – psychoterapia jako sposób na to aby dwóch chorych ludzi dyskutowało o swoich problemach nie ma sensu. Carl Jung powtarzał nam, abyśmy zaczęli rozwijać się wewnętrznie. Co tak bardzo zmieniło tego sławnego psychiatrę ? Carl Jung przekroczył granicę umysłu. Jego poszukiwania doprowadziły go do wizyty na wzgórzu „Arunchala” w Indii u sławnego – Ramana Maharshi.
Jego określenie synchronii – znaczących ‘zbiegów okoliczności’ – mówiące o tym, że każdy z nas jest prowadzony w życiu przez coś większego niż logiczny, przewidywalny umysł. Dzięki Jungowi pośrednio mamy też dzisiaj obecność ruchu AA ( przed powstaniem grup 12 kroków – alkoholizm był uznawany za nieuleczalny)
To o czym piszę, dla większości naszego zachodniego świata, może wydawać się dziwaczne.
Większość z nas posiada w sobie silny lęk przed „nie myśleniem”.
Bardzo często słyszę pytania – dlaczego jestem taki spokojny – moja odpowiedź zawsze jest ta sama – przez mój umysł nie fruwają nieproszone myśli. Mój umysł jest narzędziem. Nie ma nade mną kontroli.
Doświadczenie tego, że żadne uczucie nie musi dominować naszego życia – też stanowi nie lada wyzwanie.
Jednak to właśnie te doświadczenia, sprawiają, że nasze życie staje się lepsze.
Gdy stajemy się spokojniejsi i bardziej radośni – wszystko w naszym życiu zmienia się w pozytywnym kierunku.
I te doświadczenia ( Maslow nazwał je „doświadczeniami szczytowymi” ) są nierozerwalnie związane z rozwojem duchowym człowieka..
Dlaczego ? Gdyż każdy, kto poszukuje odpowiedzi, prędzej czy później szuka rozwiązań w sferze „poza umysłem” przeczuwając intuicyjnie, że prawdziwe rozwiązania – prawdziwe odpowiedzi znajdują się krok dalej.
I wielu terapeutów nie zna odpowiedzi – dlatego , że sami nie rozwiązali w sobie tego, o czym mówią innym.
Jednak wiedzieć – to nie to samo co być.
Gdy patrzymy dzisiaj na dostępne nam techniki i metody zmiany siebie – szczególnie zaś terapie – weźmy pod uwagę, że największy umysł psychiatrii – Carl Jung (podobnie jak dzisiaj – David R Hawkins ) – nie znalazł w nauce zachodu odpowiedzi na problemy dominujące życiem wewnętrzym człowieka. Znalazł je u nauczyciela rozwoju duchowego – czyżby na zawsze wyznaczając kierunek i przyszłość terapii?